Wszyscy lokalni pobiegli z promu, nie wiadomo gdzie i po co. Po 10 minutach dowiedzielismy sie o co chodzi. Otoz, na Ko Chang nie ma Taxowek tak jak to rozumiemy po europejsku, lapiesz, jedziesz, placisz. Tu sa taksowki i dopuki nie ma 12 osob to nie jada, czasami czeka sie po 3 godziny, a jakch chcesz jechac to plac za calosc, w tym przypadku 600 baht.
Monia sie zagotowala, lagodnie mowiac i powiedziala im ze nie zaplaci chocby miala isc na piechote (10 km). Upal jak w Kambodzy, a my z walizkami na ulice poszlismy i w droge.
Po jakichs 10 minutach Monika zlapala stopa, nie jest to latwe bo nie ma tam prawie samochodow. Koles powiedzial ze nas zawiezie i pojechalismy do wybranego hoteliku.
Taj podwiozl nas pod samo wejscie, nie chcial kasy, ale wepchnelismy mu 200 baht. Hotelik wygladal zupelnie inaczej niz na fotkech wiec dziekujemy i idziemy dalej, zeby tego bylo malo to tutaj dzis sie Songkran konczyl, czyli polewali sie woda znowu !!!!!!!
Ja zbunkrowalem sie z walizkami a Monika poszla szukac, przeszla 3 osrodki wczasowe i znalazla. Mamy bardzo pierwotne chatki przy plazy, deski strzecha i materac + lazienka, o to nam chodzilo, 600 baht/domek/noc, do plazy 2 sekundy, pieknie.
Wyspa jest piekna, taki zloty srodek to co dobre z Ko Phi Phi i to co dobre z Ko Samui polonczone w jedno. Super, widoczki super, dzis bylismy zmeczeni wiec nie ma fotek, ale jutro cos trzasniemy....
....z ostatniej chwili (u nas jest 19:40) wlasnie pada piekna tropikalna ulewa, odrazu sie rzesko zrobilo, bo za dnia bylo 40 stopni.